Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polio. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 czerwca 2011

Komentarz prof. Marii Doroty Majewskiej do „Oświadczenia Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny (PZH) w sprawie szczepień

25 Listopada 2009 r. na stronie internetowej PZH pojawiło się „Oświadczenie w sprawie szczepień” podpisane przez kierownictwo PZH: prof. Mirosława J. Wysockiego - dyrektora PZH, prof. Andrzeja Zielińskiego – kierownika Zakładu Epidemiologii, prof. Lidię Brydak – kierownika Zakładu Badań Wirusów Grypy, i doc. Bożenę Bucholc – kierownika Zakładu Badania Surowic i Szczepionek
(http://www.pzh.gov.pl/page/fileadmin/user_upload/newsy/Oswiadczenie.pdf). Oświadczenie to, skierowane ogólnie do osób z tzw. ruchu antyszczepionkowego, usiłuje przekonywać o bezpieczeństwie masowych szczepień u niemowląt krytykując moje stanowisko oraz sponsorowane przez UE, kierowane przeze mnie badania nad związkiem autyzmu ze szczepieniami.

Autorzy Oświadczenia mają naturalnie prawo do własnych opinii. Niemniej, ponieważ ich Oświadczenie odnosi się do mojej pracy, czuje się zobligowana zmierzyć się z ich poglądami. Uważam, że są oni w błędzie. Albo nie wiedzą o poważnych zagrożeniach dla życia i zdrowia dzieci ze strony wielu szczepień, albo tę wiedzę świadomie bagatelizują.

W niniejszym komentarzu odniosę się do głównych problemów poruszanych w ich Oświadczeniu. Czytelnicy, którzy chcą dotrzeć do abstraktów lub całych publikacji, które cytuję, powinni skopiować nazwisko autora, jedno lub dwa słowa z tytułu cytowanej pracy i wkleić je do okienka w bazie danych PubMed (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/sites/entrez?cmd=Display&db=pubmed). Niektóre z tych publikacji mogą być także dostępne w Google.

Bezpieczeństwo szczepionek

Autorzy twierdzą, że szczepionki są najlepiej przebadanymi lekami i są całkowicie bezpieczne. Takie przeświadczenie wynika prawdopodobnie z faktu, że w Polsce praktycznie nie rejestruje się powikłań poszczepiennych (PP) i zgonów poszczepiennych (ZP), bądź informacje o nich są skrzętnie ukrywane przed społeczeństwem. Jest na to wiele dowodów. Wyjawiły to dziesiątki osób, które napisały do mnie, informując o wielkich problemach z zarejestrowaniem PP u ich dzieci, jak i osoby piszące na internetowych forach. Normą w Polsce jest, że lekarze szczepiący jak i Sanepid odmawiają przyjmowania zgłoszeń PP i ZP, lekceważą je, albo wręcz szykanują rodziców, którzy z nimi się zgłaszają. O blokowaniu tych niewygodnych informacji świadczy też fakt, że Polska nie raportuje żadnych PP do WHO (Światowej Organizacji Zdrowia), podczas gdy inne kraje zgłaszają każdego roku tysiące takich przypadków. Dowodzą tego dane dotyczące monitoringu szczepień w różnych krajach znajdujące się na stronie WHO (http://www.who.int/immunization_monitoring/en/globalsummary/countryprofileselect.cfm).
Sądzę, że to PZH, a więc kierujący nim autorzy Oświadczenia są odpowiedzialni za przekazywanie rzetelnych danych o PP i ZP do WHO, gdyż do zadań Zakładu Epidemiologii PZH należy „koordynacja nadzoru nad niepożądanymi odczynami poszczepiennymi w Polsce”. Autorzy twierdzą, że rejestrują PP od 1994, ale nie podają kto konkretnie i jakimi metodami je monitoruje, jak są te dane rejestrowane i gdzie są publikowane. PZH ma Zakład Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności z obowiązkiem współpracy z organizacjami międzynarodowymi takimi jak WHO, które tworzą bazy danych o stanie zdrowia ludności. Dlaczego więc PZH nie dostarcza danych o PP i ZP do WHO? Z informacji w powyższym linku WHO można się dowiedzieć, że Polska posiada system rejestrowania PP (Monitoring of Adverse Events Following Immunization), ale nigdy nie zgłosiła ani jednego przypadku, równocześnie raportując 98-99% wyszczepienia dzieci.

Bez wątpienia są to całkowicie niewiarygodne informacje, bowiem sądząc z relacji prasowych o poszczepiennych zgonach niemowląt, ze znanych mi osobiście wielu przypadków, z doniesień rodziców na forach internetowych oraz z rachunku prawdopodobieństwa należy szacować, że przypadków PP i ZP mogą być w Polsce rocznie tysiące. Dla przykładu w roku 2008 Szwecja zgłosiła 1222 przypadki PP, Norwegia – 542, Finlandia - 604, Niemcy -2273, Francja – 1006, Wielka Brytania -1872, Czechy – 504, Rosja – 644. A Polska zgłosiła ZERO!

Zaiste, to „wspaniałe osiągnięcie” polskiej wakcynologii! O tym, jakie jest prawdziwe bezpieczeństwo szczepionek najwięcej możemy się dowiedzieć z publicznie dostępnej amerykańskiej bazy danych VAERS (Vaccine Adverse Events Reporting System). Pod naciskiem organizacji rodzicielskich w 1986 r. Kongres USA przegłosował Narodową Ustawę o Okaleczeniach Poszczepiennych Dzieci (National Childhood Vaccine Injury Act). W wyniku jej przyjęcia powstał The National Vaccine Program Office, który razem z amerykańskim Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC; Centers for Disease Control and Prevention) został zobowiązany do monitorowania i rejestrowania PP i ZP. Ten system tworzy bazę VAERS, która kolekcjonuje dobrowolnie zgłaszane przez lekarzy oraz rodziców przypadki PP i ZP i znajduje się w archiwum na stronie internetowej CDC (http://wonder.cdc.gov/vaers.html). Szacuje się, że do VAERS zgłaszanych jest jedynie około 10% wszystkich prawdopodobnych przypadków PP i ZP, mających zarówno przyczynowy jak i tylko czasowy związek ze szczepieniami (Rosenthal A, Chen R (1995) The reporting sensitivities of two passive surveillance systems for vaccine adverse events. Am J Public Health. 85:1706-1709;
Hinrichsen et al. (2007) Using electronic medical records to enhance detection and reporting of vaccine adverse events. J Am Med Inform Assoc. 14:731-735; http://www.fda.gov/downloads/Safety/MedWatch/UCM168497.pdf).

Równie niski jest odsetek zgłaszania niepożądanych efektów po lekach w UE, który wynosi ok. 6% (Hazell L, Shakir S.A. (2006) Under-reporting of adverse drug reactions: a systematic review. Drug Safety, 29:385-396). To oznacza, że aby otrzymać prawdopodobne liczby podejrzanych przypadków PP i ZP, liczby przypadków zgłoszonych do VAERS należy pomnożyć przez ok. 10. Ekstrapolacja ta jest przybliżona, nie mniej daje pogląd na skalę zjawiska PP i ZP.

Dane VAERS wymagają uściślenia epidemiologicznego w dużych badaniach kontrolowanych, ale nikt takich badań nie prowadzi. Nie mniej, VAERS stanowi jak dotąd najlepszą publicznie dostępną bazę danych o powikłaniach poszczepiennych, z której korzystają zarówno amerykańska Agencja Leków (FDA) jak i zwykli obywatele. Z danych zebranych w VAERS dowiadujemy się, że wskutek PP od r. 1990 do 2009 zmarły w USA tysiące osób. Do bazy tej zgłoszono 4 282 potencjalne przypadki ZP, z czego 2 630 dotyczyło dzieci do 2 roku życia. (Zgony dotyczyły osób zamieszkałych w USA jak i Amerykanów czasowo przebywających poza krajem). To znaczy, że w ciągu 19 lat dla USA prawdopodobna liczba zgonów podejrzanych o to, że wynikły z powikłań poszczepiennych może wynosić ok. 42 000, w tym dzieci do 2 roku życia ok. 26 000 (zgony zgłoszone x 10, bo do bazy zgłaszane jest około 10% przypadków). Z VAERS można też dowiedzieć się, które szczepionki powodują najwięcej powikłań.

W załączonych tabelkach 1 i 2 pokazane są liczby podejrzanych ZP oraz ciężkich PP dotyczące najważniejszych szczepionek. Najwięcej zgonów zgłoszono po szczepionkach przeciw polio (IPV i OPV), Hib (haemophilus inluenzae b), DTP (komórkowej i bezkomórkowej), WzwB, oraz przeciw pneumokokom. Wiele przypadków ZP niemowląt klasyfikowanych jest jako śmierć łóżeczkowa (SIDS) i one na ogół nie są zgłaszane (http://www.whale.to/m/sids.html). Kiedy podsumuje się podejrzane zgony dzieci do 2 r. życia tylko po głównych szczepionkach obowiązkowych w Polsce, otrzymamy (dla USA w ciągu 19 lat) liczbę ponad 50 000 (Tabela 1). Dodatkowo po szczepionkach przeciw pneumokokom, meningokokom i rotawirusowi (zalecanych w Polsce) mogło umrzeć w USA ponad 9 800 dzieci do 2 r. życia (Tabela 2), co razem daje ok. 60 000 podejrzanych zgonów. Ponieważ niektóre raportowane przypadki ZP dotyczą dwóch lub więcej szczepionek podanych na raz, sumaryczne liczby podejrzanych ZP dzieci do 2 r. życia po głównych pediatrycznych szczepionkach (pokazane w tabelkach) są ok. 2,3 razy większe niż całościowe liczby prawdopodobnych ZP dla tej grypy wiekowej. (To samo dotyczy innych PP).

Wykres 1 pokazuje procentowy rozkład prawdopodobnych ZP w różnych grupach wiekowych: 45% wszystkich ZP dotyczy niemowląt do 6 miesiąca życia, a 61% – dzieci do 2 miesiąca życia. Wykresy 2-6 pokazują liczby zgłoszonych podejrzanych ZP i PP w poszczególnych latach w różnych grupach wiekowych (liczby prawdopodobne są 10 razy większe). Wyraźnie widać trend wzrostowy w ZP i PP, równoległy z wprowadzaniem nowych szczepionek (wykres 2A i B). Wykresy 4 i 5 pokazują dramatyczny wzrost ZP dziewcząt i młodych kobiet po wprowadzeniu szczepionki HPV. Wzrost ZP obserwuje się także w populacji osób > 65 r. życia – głównie wskutek rozpowszechnienia szczepionek przeciw grypie i pneumokokom (Wykres 6). Jakby nie patrzeć na liczby podejrzanych zgonów poszczepiennych, są one alarmujące.

Do bazy VAERS zgłoszono też przez 19 lat 44 092 przypadki podejrzanych ciężkich powikłań poszczepiennych, z czego 18 698 dotyczyło dzieci do 2 r. życia. Prawdopodobne liczby podejrzanych ciężkich powikłań poszczepiennych dla wszystkich grup wiekowych wynoszą ponad 440 920, a dla dzieci do 2 roku życia – ponad 186 980 (zgłoszone x 10). Powikłania te włączają uszkodzenia neurologiczne (encefalopatie, zapalenie i obrzęki mózgu, choroby demielinizacyjne, padaczkę, porażenie mózgowe, autyzm, ADHD, upośledzenie umysłowe i inne), reakcje anafilaktyczne, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, uszkodzenie wątroby i nerek, tarczycy, astmę i inne. Szczepienia mogą także zwiększać ryzyko groźnych chorób zakaźnych. Np. po masowych szczepieniach dzieci przeciw pneumokokom w Wielkiej Brytanii zaobserwowano znaczny wzrost zachorowań na zagrażające życiu zapalenie płuc (http://www.independent.co.uk/life-style/health-and-families/healthnews/ increase-in-severe-pneumonia-in-children-may-be-caused-by-vaccine-808633.html).

Z danych VAERS dowiadujemy się też, że wprowadzone w 2006 r. i agresywnie promowane szczepionki przeciw wirusowi brodawczaka (HPV) są podejrzane o spowodowanie w USA od 2006 r. blisko 630 zgonów dziewcząt i młodych kobiet oraz około 23 000 ciężkich powikłań poszczepiennych. Szczepionki przeciw wirusowi „świńskiej” grypy H1N1 prawdopodobnie zabiły w ciągu paru miesięcy co najmniej 550 osób, a ciężko okaleczyły ponad 6 840.

Dane dotyczące potencjalnych ZP i PP niepokoją, zwłaszcza, że od 40-50 lat choroby zakaźne, przeciw którym masowo szczepi się dzieci, są skutecznie leczone i w krajach rozwiniętych bardzo mało ludzi dziś na nie umiera, choć osoby szczepione jak i nieszczepione nadal na nie chorują. Dla przykładu w 2006 r. na krztusiec zachorowało w USA 15 632 osób, w tym 5 400 to niemowlęta (ok. 35%), a zmarło na tę chorobę 14 osób, przypuszczalnie w wyniku zaniedbania leczenia. Natomiast po szczepionce DTP w tym roku mogło umrzeć w USA ok. 360 osób, głównie dzieci do 2 roku życia. Na świnkę chorowało 6339 osób, na odrę – 55, lecz nikt nie umarł z powodu tych chorób, zaś po szczepionce MMR (przeciw tym chorobom) mogło umrzeć w tym roku ok. 90 osób (WHO, VAERS, US Statistics). W UE w ciągu 5 lat (2003-2007) zachorowały na krztusiec 43 482 osoby, a zmarło 27 osób (ok. 5 na rok) (http://euvac.net/graphics/euvac/index.html). Te liczby mówią same za siebie.

W świetle powyższych danych masowe szczepienia niemowląt coraz większą liczbą szczepionek jawią się w najlepszym przypadku jako wielka pomyłka medycyny, tym bardziej, że w krajach rozwiniętych umieralność z powodu chorób zakaźnych jest dziś znikoma. Poszczepienne zgony dzieci są szczególnie tragiczne, ponieważ przed szczepieniami były one zdrowe (tylko takie powinno się szczepić) i większość z nich zapewne nigdy by nie zachorowała na chorobę, której szczepionka je zabiła.

Deklaracje establiszmentu szczepionkowego o rzekomym „bezpieczeństwie” szczepionek mijają się z prawdą i wydają się przejawem ignorancji oraz arogancji, bo ci ludzie mają obowiązek znać te dane i informować o nich społeczeństwo. Jak można się domyślać, autorzy Oświadczenia czerpią swą wiedzę o szczepionkach głównie z publikacji sponsorowanych przez firmy farmaceutyczne, których celem jest promowanie farmaceutyków. Publikacjami obarczonymi ewidentnymi błędami metodologicznymi, fałszerstwem, oraz jawnymi bądź ukrytymi konfliktami interesów, które są podawane jako „dowody naukowe” na skuteczność bądź bezpieczeństwo różnych leków usiana jest dziś cała literatura medyczna, gdyż zmonopolizowane wydawnictwa biomedyczne są współwłasnością firm farmaceutycznych lub są przez nie finansowane. Natomiast niewygodne dla firm wyniki niezależnych badań są blokowane. Niektóre medyczne czasopisma publikowane przez niegdyś prestiżowe wydawnictwa zostały stworzone jedynie dla promocji leków zamaskowanych w kostiumach artykułów „naukowych” ("http://blogs.wsj.com/health/2010/01/15/feds-accuse-doc-of-faking-research-on-pfizer-merckdrugs/; http://www.the-scientist.com/blog/display/55679/; http://blogs.wsj.com/health/2010/01/15/feds-accuse-doc-of-faking-research-on-pfizer-merckdrugs/; http://www.the-scientist.com/blog/display/55679/; http://www.the-scientist.com/blog/display/55671).

Jest to korumpowanie nauki oraz komercyjna cenzura naukowa, która stanowi wielkie zagrożenie dla życia pacjentów, bowiem lekarze najczęściej nie mają pojęcia, że czytają infomercjale, czyli teksty promocyjne leków udające publikacje naukowe. Korporacyjne praktyki korumpowania nauki opisuje wieloletnia redaktor naczelna amerykańskiego pisma medycznego New England Journal of Medicine, Dr Marcia Angell, w książce „The Truth About the Drug Companies: How They Deceive Us and What to Do About It”; Random House, 2005. (Prawda o firmach farmaceutycznych: Jak one nas oszukują i co możemy z tym zrobić). Ujawnia je również profesor Uniwersytetu Medycznego Harvarda, John Abramson, w książce „Overdo$ed America. The broken promise of American Medicine” (Jak firmy farmaceutyczne korumpują naukę, oszukują lekarzy, i zagrażają waszemu zdrowiu).

Tiomersal w szczepionkach

Drugą kluczową sprawą poruszoną przez autorów Oświadczenia jest zapewnianie o rzekomym „bezpieczeństwie” organicznego związku rtęci, tiomersalu (thimerosalu), dodawanego do niektórych szczepionek. Skąd takie przekonanie? Czy autorzy wykonali choć jedno doświadczenie, na podstawie którego mogą twierdzić, że tiomersal jest bezpieczny? Nie ma na to żadnych dowodów. My zaś przeprowadziliśmy ich wiele i jesteśmy pewni, że związek ten w dawkach stosowanych w szczepionkach jest neurotoksyczny. Jak można się domyślać, przekonanie o „bezpieczeństwie” tiomersalu autorzy opierają na publikacjach napisanych na zamówienie firm farmaceutycznych, których celem jest zatajenie prawdy o tym związku.

Główny producent tiomersalu przez kilkadziesiąt lat ukrywał dowody jego toksyczności, którą wykazało wielu niezależnych badaczy, włączając nas. Już po jednorazowym podaniu szczepionki z tiomersalem, poziom rtęci we krwi niemowląt szybko wzrasta i utrzymuje się podniesiony przez wiele dni (Stajich et al. (2000) Iatrogenic exposure to mercury after hepatitis B vaccination in preterm infants. J Pediatr 136:679-681; Pichichero et al. (2008) Mercury levels in newborns and infants after receipt of thimerosal-containing vaccines. Pediatrics 121:208-214). Po miesiącu poziom rtęci we krwi spada, lecz przemieszcza się ona do wątroby, nerek i innych organów. Znaczna jej część akumuluje się w mózgu. Nie możemy bezpośrednio sprawdzić ile szczepionkowej rtęci trafia do mózgu dziecka. Możemy to zbadać jedynie posługując się modelem zwierzęcym. Badanie przeprowadzone na niemowlętach małp ujawniło, że drugiego dnia po podaniu serii 4 szczepionek z dawkami tiomersalu zbliżonymi do podawanych dzieciom, poziom rtęci w mózgu był czterokrotnie wyższy niż we krwi, i że szczepionkowa rtęć utrzymywała się w mózgu przez wiele miesięcy i prawdopodobnie lat (Burbacher et al., (2005) Comparison of blood and brain mercury levels in infant monkeys exposed to methylmercury or vaccines containing thimerosal. Environ Health Perspect 113:1015-1021).

Autorzy Oświadczenia piszą uspokajająco o „bezpiecznym” poziomie szczepionkowej rtęci we krwi niemowląt i jej szybkim wydalaniu, lecz dlaczego nie cytują najważniejszych danych o jej akumulacji w mózgu? Zjawisko to zaobserwowano w mózgach wszystkich zbadanych ssaków. My zaobserwowaliśmy je u szczurów (Olczak, Duszczyk, Mierzejewski, Majewska (2009) Neonatal administration of a vaccine preservative, thimerosal, produces lasting impairment of nociception and apparent activation of opioid system in rats. Brain Res 1301:143-151). Przytaczane przez nich prace o rzekomo szybkim wydalaniu się tiomersalu z organizmów niemowląt są absolutnie niewiarygodne.

Wbrew temu, co twierdzą autorzy Oświadczenia, etylortęć (główny związek, do którego metabolizuje się tiomersal) pod względem działania i neurotoksyczności nie różni się znacząco od metylortęci (zawartej w rybach), choć związki te nieco różnią się farmakokinetyką (Qvarnström et al., (2003) Determination of methylmercury, ethylmercury, and inorganic mercury in mouse tissues, following administration of thimerosal, by species-specific isotope dilution GC-inductively coupled plasma-MS. Anal Chem 75: 4120-4124). Badania pokazały, że stężenia etylortęci osiągane w mózgach niemowląt po podaniu szczepionek z tiomersalem zabijają neurony (Yel et al., (2005) Thimerosal induces neuronal cell apoptosis by causing cytochrome c and apoptosis-inducing factor release from mitochondria. Int J Mol Med. 16: 971-977). Obumieranie neuronów pod wpływem tiomersalu zaobserwowaliśmy także w naszych doświadczeniach na oseskach szczurów oraz na wyizolowanych komórkach. Związki rtęci są najbardziej toksyczne dla niemowląt przed ukończeniem 2 miesiąca życia, gdyż do tego wieku bariera krew-mózg nie jest w pełni wykształcona, więc rtęć jak i inne szczepionkowe toksyny (związki aluminium, formaldehyd etc.) przedostają się bezpośrednio do mózgu.

Polskie rutynowo szczepione niemowlęta w tym okresie dostają 3 dawki rtęci, każda po 25 mikrogramów: jedną zaraz po urodzeniu (WzwB) i dwie w 6 tygodniu życia (DTP + WzwB), czyli razem 75 mikrogramów rtęci. Niedawno opublikowane amerykańskie badanie pokazało, że już jednorazowe podanie noworodkom małp szczepionki WzwB z tiomersalem zaburzyło wykształcenie się u nich odruchów związanych ze ssaniem, niezbędnych do przetrwania (Hewitson et al., (2009) Delayed Acquisition of Neonatal Reflexes in newborn Primates receiving A Thimerosal-containing HepatitiS B Vaccine: influence of gestational age and birth weight. Neurotoxicol Oct 1. [Epub ahead of print]. Inne badanie ujawniło, że chłopcy zaszczepieni szczepionką WzwB z tiomersalem 9 razy częściej byli upośledzeni umysłowo, niż ci, którzy nie otrzymali tej szczepionki (Gallagher and Goodman (2008) Hepatitis B triple series vaccine and developmental disability in US children aged 1-9 years. Toxicol Environ Chem 90: 997-1008). Badania na zwierzętach wykazały zaburzenia neurorozwojowe u myszy, którym w okresie ponatalnym podano tiomersal (Hornig et al., (2004) Neurotoxic effects of postnatal thimerosal are mouse strain dependent. Mol Psychiatry 9: 833-845). Nasze badania ujawniły zaburzenia rozwojowe oraz liczne zmiany neuropatologiczne w mózgach szczurów, którym jako oseskom podano tiomersal w dawkach analogicznych do stosowanych w szczepionkach (Olczak, Duszczyk, Mierzejewski, Majewska (2009) Neonatal administration of a vaccine preservative, thimerosal, produces lasting impairment of nociception and apparent activation of opioid system in rats. Brain Res 1301:143-151. Kolejne publikacje w przygotowaniu).

Związki rtęci są znacznie bardziej szkodliwe dla rozwijających się organizmów (więc i dla niemowląt) niż dla dorosłych także dlatego, że nie mają one wykształconych efektywnych mechanizmów ich eliminacji (Gilbert, Grant-Webster (1995) Neurobehavioral effects of developmental methylmercury exposure. Environ Health Perspect. 103 Suppl 6:135-42). Uważa się, że względnie bezpieczne dawki rtęci organicznej dla niemowląt są co najmniej 4 razy mniejsze niż dawka uznawana przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska (EPA) za bezpieczną dla dorosłych, która wynosi jednorazowo 0,1 mikrograma Hg/kg wagi ciała.

Względnie bezpieczna dawka dla niemowląt wynosi zatem 0,025 mikrograma rtęci/kg. Natomiast polski noworodek ważący średnio ok. 3,3 kg otrzymuje jednorazowo 25 mikrogramów szczepionkowej rtęci, czyli 7,5 mikrograma/kg. To dawka rtęci 300 razy większa od uznawanej za bezpieczną. W 2 miesiącu polskie niemowlę dostaje dodatkowo 50 mikrogramów Hg w szczepionkach DTP i WzwB (ok. 11 mikrogramów/kg), czyli dawkę 440 razy większą od bezpiecznej. Związki aluminium dodawane do szczepionek synergistycznie zwiększają toksyczność rtęci.

Argument, że dawki rtęci stosowane w szczepionkach są bezpieczne dla niemowląt, bo są porównywalne do dawek w puszce tuńczyka, jest po prostu śmieszny. Po pierwsze – niemowlęta nie jedzą tuńczyków; po drugie – ich masa ciała jest 20-30 razy mniejsza od masy dorosłego człowieka, więc toksyczność tej samej dawki rtęci jest u nich wielokrotnie większa; po trzecie – mózg niemowlęcia jest w procesie intensywnego rozwoju i jest znacznie bardziej wrażliwy na działanie neurotoksyn; po czwarte – bariera krew-mózg nie jest u niemowląt w pełni wykształcona, więc rtęć akumuluje się w ich mózgach w znacznie większych ilościach i ma przedłużone neurotoksyczne działanie.

Analizy amerykańskich baz danych dotyczących bezpieczeostwa szczepionek wykazały silny związek szczepionek z tiomersalem z różnymi chorobami neurologicznymi dzieci, w tym z autyzmem, ADHD, upośledzeniem umysłowym, zaburzeniami mowy (Geier and Geier MR (2006) A meta-analysis epidemiological assessment of neurodevelopmental disorders following vaccines administered from 1994 through 2000 in the United States. Neuro Endocrinol Lett 27:401-413; Young et al. (2008). Thimerosal exposure in infants and neurodevelopmental disorders: An assessment of computerized medical records in the Vaccine Safety Datalink. J Neurol Sci. 271:110–118).

Z długo utajnionego lecz ostatecznie ujawnionego pod naciskiem amerykańskich rodziców dokumentu CDC wiemy, że kierownictwo tej agencji od 2000 r. wiedziało na podstawie własnych analiz, że dzieci, które do 3 miesiąca życia otrzymały 62,5 mikrogramów rtęci, mają ponad 2,5 razy większe ryzyko zachorowania na autyzm, niż te które nie otrzymały rtęci (Thomas Vestraeten et al. „Thimerosal VSD study, Phase I – Update 2/29/2000.” Internal report of the National Immunization Program, CDC, February 20, 2000. Dokument uzyskany na podstawie Ustawy o Jawności Informacji).

Analizy tych samych danych przeprowadzone przez niezależnych badaczy pokazały, że ryzyko autyzmu i innych chorób neurologicznych u dzieci, które otrzymały tiomersal w szczepionkach jest nawet znacznie większe (David Kirby, Evidence of Harm, 2005). Polskie niemowlę do 3 miesiąca może otrzymać 75-100 mikrogramów rtęci/kg (2 x WzwB oraz 1-2 x DTP). Nasze badanie przeprowadzone na dzieciach autystycznych sugeruje, że mają one osłabione procesy wydalania metali z organizmu, więc są bardziej narażone na toksyczne działanie rtęci niż dzieci zdrowe. Podobne są obserwacje innych badaczy.

Autorzy Oświadczenia krytykują cytowane przeze mnie badania świadczące o toksycznym działaniu tiomersalu w szczepionkach, lecz nie potrafią wymienić, jakie to konkretnie czynniki sprawiają, że te prace nie spełniają „wymogów metodologicznych”. Badania te zostały poddane ocenie niezależnych naukowców, opublikowane w liczących się pismach naukowych i potwierdzone przez niezależnych badaczy, a ich konkluzje są zgodne z oryginalnymi wnioskami analiz CDC. Udowodniono natomiast, że wszystkie napisane na zamówienie korporacji publikacje, które wykazały „bezpieczeństwo” tiomersalu, były obciążone konfliktami interesów i ich celem było ukrycie prawdy o jego toksycznym działaniu. Wzrost wiedzy odnośnie toksyczności tiomersalu sprawił, że kraje Europy zachodniej usunęły ten związek ze szczepionek dla dzieci już w latach 1980, lub wczesnych latach 1990. Fakt, że polscy wakcynolodzy do tej pory tolerowali rtęć w pediatrycznych szczepionkach nie ma wytłumaczenia poza ignorancją lub korupcją.








niedziela, 26 czerwca 2011

Syndrom potrząsanego dziecka

Autor: dr Viera Scheibner
Tłumaczenie: Adrian Anaszczak
Źródło: „Nexus” nr 1 (3) 1999

Jak pokazują badania, uszkodzenia ciał wielu dzieci, które diagnozowane są rutynowo jako „syndrom potrząsanego dziecka”, mogą być rezultatem szczepień.

Ostatnio coraz częściej słyszy się o „epidemii”, którą nazywa się „syndromem potrząsanego dziecka”. Rodzice dzieci, a zwłaszcza ojcowie oraz opiekunowie dzieci jak na przykład nianie, bardzo często oskarżani są o tak silne potrząsanie dziećmi, że powstają u nich trwałe uszkodzenia mózgu, a w niektórych przypadkach nawet śmierć. Dlaczego tak się dzieje? Czyżby z jakiegoś powodu przybywało dzieciobójców lub osób, które lubią krzywdzić dzieci? A może przyczyna tego rodzaju wypadków leży gdzie indziej?

Od pewnego czasu zgłaszają się do mnie prawnicy reprezentujący rodziców oskarżanych o rzekome krzywdzenie własnych dzieci w celu zasięgnięcia u mnie opinii. Po bliższym zapoznaniu się z genezą wszystkich opisywanych mi przypadków ujawniły one swoje drugie, groźniejsze oblicze. Otóż, w każdym z badanych przeze mnie przypadków opisywane przez rodziców objawy choroby dziecka pojawiały się zawsze po podaniu dziecku szczepionki.

Analizując historie choroby każdego z tych dzieci, dzienniki sprawowanej nad nimi opieki oraz medyczne bazy danych szybko ustaliłam, że badane przeze mnie dzieci zostały poddane jednemu lub kilku z tak zwanych rutynowych szczepień – przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, DPT (dyfteryt, koklusz, tężec), polio (choroba Heinego-Medina) oraz HiB (Haemophilus influenzae1 typu B). W dość krótkim czasie po podaniu im tych szczepionek wystąpiły u nich objawy choroby, której rezultatem było poważne uszkodzenie mózgu lub ich śmierć.

Dziecko zaraz po urodzeniu jest zazwyczaj zdrowe i w okresie dwóch miesięcy zostaje poddane pierwszej serii rutynowych szczepień. (Czasami szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B zostaje podana w niedługim czasie po urodzeniu, kiedy dziecko i matka znajdują się jeszcze w szpitalu. Jednak w chwili obecnej dość duża liczba dzieci umiera w okresie kilku dni albo dwóch do czterech tygodni po urodzeniu i to po podaniu szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Zostało to udokumentowane w aktach działającego w Stanach Zjednoczonych VAERS [Vaccine Adverse Event Reporting System - System Raportowania Reakcji Ubocznych na Szczepionki]). Tak więc czasami po podaniu szczepionki dziecko przestaje się rozwijać i jego zdrowie zaczyna się pogarszać. Takie dziecko wykazuje zazwyczaj oznaki infekcji dróg oddechowych. Następnie otrzymuje drugą i trzecią serię szczepień i w tym momencie dochodzi do tragedii – dziecko zaczyna coraz intensywniej płakać, nie można go uspokoić ani pocieszyć, może przestać przyjmować pokarm, zaczyna wymiotować, ma trudności z połykaniem, zaczyna być przewrażliwione, ma kłopoty ze snem, może nawet dojść do konwulsji i pogorszenia jego stanu zdrowia, a także do upośledzenia funkcji mózgu.

Pogorszenie stanu zdrowia dziecka może narastać bardzo szybko albo stopniowo, do momentu dopóki rodzice nie zauważą jakichś niepokojących zmian w jego zachowaniu. Dopiero wtedy śpieszą do lekarza albo do szpitala. Co ciekawe, lekarz zawsze pyta ich, kiedy dziecko było poddawane szczepieniu. Przypominając sobie, że ich pociecha jest „uodporniona”, ich wątpliwości co do jego stanu ulegają z reguły rozproszeniu. Mają jednocześnie nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy. Zwykle w takim momencie lekarz odsyła ich z dzieckiem do domu, udzielając im rady: „Dajcie mu Panadol”. Jeśli jednak rodzice nadal upierają się, że z ich dzieckiem jest coś nie w porządku, traktuje się ich jako przesadnie przewrażliwionych lub kogoś, kto szuka kłopotów. Tak więc rodzice idą do domu, a ich dziecko pozostaje w tym samym stanie co poprzednio, a w skrajnych przypadkach umiera.

Do niedawna śmierć dziecka z powodu podania mu szczepionki była określana jako „nagła śmierć noworodka”, zwłaszcza gdy brak było wyraźnych symptomów oraz wyników badań patologicznych. Obecnie z uwagi na rosnącą liczbę przypadków przedwczesnej śmierci noworodków rodzice (głównie ojciec) często oskarżani są o spowodowanie śmierci dziecka z powodu zbyt mocnego potrząsania nim. „Uzasadnieniem” oskarżeń wysuwanych pod adresem rodziców jest domniemanie, że rodzice, widząc, że ich dziecko się nie porusza, nie oddycha, ma szkliste spojrzenie, zaczynają nagle odruchowo nim potrząsać, aby przywrócić je do życia. Czasami – co zakrawa trochę na ironię – chcąc ratować życie swojemu dziecku rodzice oskarżani są potem o spowodowanie obrażeń wewnętrznych, które doprowadziły rzekomo do utraty przez nie oddechu. W rzeczywistości obrażenia te istniały już wcześniej, przed potrząsaniem dziecka mającym na celu przywrócenie go do życia.

Nieważne co powiedzą lub zrobią rodzice pokrzywdzonego dziecka. I tak wszystko świadczy przeciwko nim. Jeśli będą płakać i okazywać zbyt wiele emocji, sąd uzna to za oznakę ich winy. Jeśli będą zachowywać się spokojnie nie okazując żadnych emocji, sąd uzna, że są wyrachowani i winni.

Innym razem przerażeni rodzice starają się opisać symptomy choroby dziecka towarzyszącemu im w szpitalu lekarzowi lub chirurgowi, zupełnie nie rozumiejąc, co tak naprawdę przytrafiło się ich dziecku. Zdezorientowani i będący w szoku dopiero po pewnym czasie odkrywają, że kiedy opisywali lekarzowi dostrzeżone przez siebie objawy, on albo inny członek zespołu lekarskiego diagnozował je jako syndrom potrząsanego dziecka.

Wielu z tych rodziców oskarżanych jest często o spowodowanie obrażeń u swojego dziecka, a nawet osadzanych w więzieniu za coś, czego w rzeczywistości nie popełnili, a co było udziałem kogoś zupełnie innego. Niektóre z tego rodzaju przypadków kończą się uniewinnieniem w sądzie apelacyjnym lub zostają wygrane na podstawie opinii ekspertów, którzy dowodzą, że sprawcami śmierci dziecka nie byli rodzice, ale podana mu przez lekarza szczepionka. Jednak tylko dobry Bóg i jeszcze lepszy prawnik mogą pomóc rodzicom lub opiekunom, którym zdarzyło się nie wiedzieć o tym lub, co gorsze, mają kryminalną przeszłość związaną z przemocą wobec dziecka, bądź jakikolwiek związek z „nie wyjaśnionym” przypadkiem śmierci dziecka pozostającego pod ich opieką. Jednak najtrudniejszym do wybronienia przypadkiem nie wyjaśnionej śmierci dziecka jest sprawa, w której śmierć dziecka nastąpiła z powodu podania mu szczepionki i które miało ponadto złamaną rękę lub popękaną czaszkę. Coraz częściej tym niefortunnie doświadczonym przez los rodzicom proponuje się „układ” polegający na tym, że jeśli przyznają się do winy, to dostaną jedynie kilka lat odsiadki w więzieniu. Jeśli jednak tego nie zrobią, to mogą spędzić w nim nawet dwadzieścia lat.

Od obeznanego z tym tematem pracownika socjalnego dowiedziałam się, że w Stanach Zjednoczonych wielu takich rodziców już odbywa karę w więzieniach. Najpierw zmuszono ich do zaszczepienia swoich dzieci, a kiedy pojawiły się groźne efekty uboczne lub kiedy ich dziecko zmarło, musieli ponieść za to karę.

Oczywiście istnieje możliwość, że w niektóre tego rodzaju przypadki nie wyjaśnionej śmierci dziecka mogą być zamieszani dzieciobójcy lub osoby, które umyślnie krzywdzą dzieci. Niemniej brak jakiegokolwiek wyjaśnienia, dlaczego tak wielu rodziców czy też opiekunów dzieci miałoby zachowywać się w sposób grożący utratą przez ich podopiecznych zdrowia lub życia. Podejrzewanie i oskarżanie niewinnych rodziców o chęć zrobienia krzywdy swojemu dziecku bywa w takich przypadkach zwykłym okrucieństwem.

DOWODY MEDYCZNE


Czy literatura medyczna mówi coś na temat syndromu potrząsanego dziecka? Przyjrzyjmy się pracom, w których uczeni starają się wyjaśnić ten niepokojący wiele osób problem.

W swoich pracach z roku 1972 i 1974 Caffey2,3 traktuje „ostry syndrom potrząsanego noworodka” jako skutek silnego potrząsania kończynami noworodka, które może doprowadzić do śródczaszkowych i sródocznych krwawień grożących trwałym uszkodzeniem mózgu i opóźnieniem w rozwoju umysłowym. Opis tego rodzaju objawów pojawił się już ponad trzydzieści lat temu i odnosił się do „sześciu zmaltretowanych dzieci w roku 1945″. Do podstawowych symptomów pojawiających się w tym syndromie należały krwiaki podtwardówkowe, krwawienia śródoczne i wielorakie zmiany w kościach długich. Powyższe objawy były koronnym „dowodem” na to, że przed pojawieniem się tych zmian dziecko było mocno potrząsane.

W roku 1993 Reece4 przeanalizował przypadki nieodpowiedniego obchodzenia się z dziećmi oraz tak zwany syndrom nagłej śmierci noworodka5 (SIDS), a także krytyczne decyzje lekarzy, którzy stawiali w tych sprawach diagnozy. Wskazał na konieczność rozróżniania nieoczekiwanej śmierci noworodka od przypadku syndromu nagłej śmierci noworodka oraz ustalenia związku, jaki mają nieoczekiwane śmierci noworodków z przypadkami niewłaściwego obchodzenia się z dziećmi. Stwierdził też, że pediatrzy, lekarze rodzinni, patolodzy oraz agencje zajmujące się ochroną dzieci powinni dokładniej zapoznać się z tym szeroko rozpowszechnionym problemem. Z jednej strony powinni informować o przypadkach, w których zachodzi podejrzenie o złe obchodzenie się z dzieckiem i chronić inne dzieci w danej rodzinie, z drugiej zaś wszyscy zgadzają się, że wiedza, jaką posiadamy na ten temat, jest niepełna i niejednoznaczna.

Z tych wszystkich autorów jedynie Duhaime napisał w swojej pracy z roku 19926, że „pacjenci, u których wykryto krwotok wewnętrzny oraz ci, którzy nie wykazują żadnych oznak jakiegokolwiek urazu, muszą mieć także przeprowadzone badania kliniczne i radiograficzne w celu wykluczenia uderzeń w głowę, złamań kości długich lub obrażeń tkanek miękkich. Trzeba to zrobić w celu całkowitego wyeliminowania możliwości spontanicznego śródczaszkowego krwotoku, jaki może się czasem pojawić w wyniku zniekształceń naczyń krwionośnych lub skłonności do krwawień”.

Oczywiście może się zdarzyć, że niektórzy rodzice lub opiekuni dzieci mogą obchodzić się z nimi w sposób nieprawidłowy, co może powodować u nich różnego rodzaju obrażenia. Z drugiej strony jednak trzeba być bardzo ostrożnym w interpretowaniu podobnych zjawisk patologicznych, które wcale nie muszą mieć cokolwiek wspólnego z uszkodzeniami typu mechanicznego czy też złym traktowaniem dzieci.

Nigdy nie zapomnę słów ojca dziesięciomiesięcznego niemowlaka. Po wygranej sprawie sądowej w sądzie apelacyjnym powiedział: „Nadal jednak nie wiemy, co naprawdę zabiło nasze dziecko”. Ani ja, ani nikt inny nie powiedział im, że przyczyną śmierci ich dziecka mogła być szczepionka.

Zatem co jeszcze może być przyczyną obrzęku mózgu, krwawień śródczaszkowych, krwotoku, jaki występuje na siatkówce oka, oraz pęknięć czaszki i innych kości? Od momentu rozpoczęcia masowych szczepień noworodków, periodyki poświęcone medycynie zaczęły zapełniać się doniesieniami na temat przypadków coraz częstszego występowania poważnych uszkodzeń mózgu, systemu krwionośnego, zaburzeń metabolizmu i innych uszkodzeń ciała.

Szczepionki takie jak ta przeciwko kokluszowi są obecnie używane do wywoływania u zwierząt laboratoryjnych zapalenia mózgu i rdzenia (eksperymentalne alergiczne zapalenie mózgu i rdzenia). Badania te prowadzili Levine i Sowinski w roku 1973.7 Podanie tej szczepionki wywoływało obrzęk mózgu oraz krwotok porównywalny do tego, jaki może powstać podczas mechanicznego uszkodzenia mózgu (Iwasa i inni, 1985)8.

W roku 1981 Munoz badał razem z innymi naukowcami9 biologiczną aktywność krystalicznego pertussigenu – toksyny produkowanej przez bakterie Bordetella pertussis, które wywołują koklusz i są aktywnym składnikiem, zarówno w postaci komórkowej, jak i bezkomórkowej, wszystkich typów szczepionek badanych na myszach laboratoryjnych. Twierdzili oni, że już niewielka ilość pertussigenu wywołuje nadwrażliwość na histaminę (wykrywaną nawet osiemdziesiąt cztery dni po podaniu), leukocytozę, zakłóca wytwarzanie insuliny, zwiększa wytwarzanie immunoglobuliny IgE i przeciwciał G1 na albuminę jaja kurzego, a także podatność na szok anafilaktyczny i naczyniową przepuszczalność mięśni prążkowanych. Podanie dawki pięciuset czterdziestu sześciu nanogramów pertussigenu dla jednej myszy spowodowało śmierć połowy myszy, którym ją podano. Typowe było też opóźnienie momentu nadejścia śmierci. Kiedy podano myszom dawkę wynoszącą pięć mikrogramów pertussigenu, większość z nich nie osiągnęła swojej typowej wagi i zdechła w ciągu pięciu dni. Ostatnia z nich zdechła w ósmym dniu eksperymentu. Jednomikrogramowa dawka tej substancji zabiła cztery z pięciu myszy poddanych testowi. Między drugim i piątym dniem myszy osiągnęły swoją wagę, jednak później ich ciężar pozostawał na stałym poziomie aż do momentu ich śmierci. Nawet jedna z nich, która przeżyła szesnaście dni i została później zabita, na własnej skórze doznała kryzysu (przestała przybierać na wadze) w dniach, w których zdychały jej koleżanki. Czy mysz, która została zabita, mogłaby żyć dłużej? Może przeżyłaby dwadzieścia cztery dni – jest to kolejny krytyczny dzień zidentyfikowany przez Cotwatcha w wyniku badań nad oddychaniem dzieci, w czasie którego mogą one mieć nawrót trudności z oddychaniem lub umrzeć po otrzymaniu szczepionki – a nie szesnaście?

Interesujące jest to, że kiedy zwierzęta laboratoryjne wykazywały objawy chorobowe spowodowane podaniem szczepionki, a następnie umierały, nigdy nie uznawano tego za zbieg okoliczności. Kiedy jednak u dzieci, którym podawano tę samą szczepionkę, występowały podobne objawy lub śmierć, traktowano to jako przypadek bądź skutek nieodpowiedniego ich traktowania przez rodziców lub opiekunów. Kiedy te wyjaśnienia okazywały się niewystarczające, stwierdzano, że cała ta sprawa jest „zagadkowa”.

Opóźnienie w występowaniu niekorzystnych objawów na szczepionki jest raczej normą a nie wyjątkiem. Tłumaczono to jako skutek immunologicznej śródnaczyniowej złożoności antygenu (komórkowych lub bezkomórkowych organizmów wywołujących koklusz), co w roku 1988 opisał Wilkins10. Stwarza to ogromny problem dla lekarzy dokonujących szczepień i sprawia, że tworzą oni zależności czasowe mające wykazywać, że w przypadkowych relacjach między podawaniem szczepionek a występowaniem reakcji ubocznych występują określone prawidłowości. Zwykle okres ten wynosi od 24 godzin do 7 dni. W rzeczywistości większość niepożądanych reakcji na szczepionki występuje w późniejszym czasie i z reguły uważa się, że nie mają one z nimi związku.

Wystarczy jednak tylko spojrzeć na ulotkę dołączaną do szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, aby stwierdzić, że oprócz miejscowych reakcji mogą wystąpić po niej znacznie groźniejsze objawy o neurologicznym charakterze, takie jak parastezja czy paraliż, a także zespół Guillaina-Barre a, zapalenie nerwu wzrokowego i stwardnienie rozsiane.

W roku 1996 Devin11 opisał przypadki występowania krwotoku siatkówkowego, który spowodowany jest jego zdaniem nieodpowiednim obchodzeniem się z dzieckiem. Nie wiedział, jak widać, że te same objawy mogą, a nawet występują po podaniu szczepionki. W swojej pracy opublikowanej w roku 1990 Goetting i Sowa12 opisali przypadki występowania krwotoku siatkówkowego u dzieci nawet po reanimacji krążeniowo-oddechowej.

Wybrzuszenie ciemiączka spowodowane obrzękiem mózgu zostało opisane w roku 1979 przez Jacoba i Mannino13 jako bezpośrednia reakcja na szczepionkę DPT (przeciwko dyfterytowi, kokluszowi i tężcowi). Opisali oni przypadek siedmiomiesięcznego niemowlaka, u którego w dziewięć godzin po podaniu trzeciej serii szczepionki DPT doszło do wybrzuszenia ciemiączka przedniego, poza tym zaczął on gorączkować i stał się rozdrażniony.

Siniaki i skłonność do krwawień są jedną z charakterystycznych cech choroby objawiającej się brakiem krzepliwości krwi, czyli małopłytkowości (thrombocytopenia). Tego typu objawy występują także jako efekt uboczny po wielu różnych szczepionkach. Pierwsze z nich to łatwo powstające siniaki, krwawienia i wysypki wybroczynowe. Małopłytkowość może doprowadzić do krwotoków w mózgu i innych narządach (Woerner, 1981)14.

W swojej pracy z roku 1981 Cody15 podał, że w jednym przypadku na 1750 szczepień przeciwko DPT występują konwulsje, które mogą spowodować nie wyjaśnione przypadki nagłych upadków dzieci, które potrafią już siedzieć lub stać. Upadki te mogą powodować podłużne pęknięcia czaszki lub złamania kończyn. Kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że dzieciom podaje się trzy dawki szczepionek przeciwko DPT i OPV (doustna szczepionka przeciwko polio), wówczas okaże się, że ryzyko wystąpienia niekorzystnych objawów po szczepieniu wzrasta do jednego na 580 przypadków, a w przypadku pięciu dawek do jednego na 350. Oznacza to, że duża liczba dzieci dostaje konwulsji między drugim i szóstym miesiącem życia, około osiemnastego miesiąca oraz między piątym i szóstym rokiem. Konwulsje występują często w czasie, gdy rodzice lub opiekunowie dziecka tego nie widzą. Dziecko stojąc lub siedząc na podłodze, pada nagle do tyłu lub do przodu i łamie sobie rękę.

Te zewnętrzne obrażenia fizyczne skłaniają wręcz do popełnienia błędu przy stawianiu diagnozy, zwłaszcza że lekarze wykonujący szczepienia nigdy nie przyznają, że szczepionka może doprowadzić u dziecka do poważnych obrażeń. Często rutynowe poddawanie dzieci osiemnastu szczepieniom w ciągu sześciu miesięcy od urodzenia może przyczynić się do wywołania u nich niebezpiecznych obrażeń ciała.

Biorąc to pod uwagę system sądowniczy powinien być bardziej otwarty na alternatywne wyjaśnienia problemu, jakim są obrażenia doznawane przez dzieci pod wpływem szczepień. Sąd powinien być także bardziej rozważny, wysłuąc opinii „ekspertów”, którzy wypowiadając się na temat szczepień twierdzą, że tylko intensywne potrząsanie dzieckiem może spowodować u niego krwotok siatkówkowy. To twierdzenie wskazuje jedynie na ich ignorancję. To właśnie tacy „eksperci” wciąż namawiają rodziców, aby szczepili swoje dzieci, bezkarnie przyczyniając się w ten sposób do wzrostu liczby przypadków obrażeń, jakie występują u dzieci po podaniu im szczepionki.

WIELKA BRYTANIA I EPIDEMIA ODRY, KTÓREJ NIGDY NIE BYŁO


Termin „syndrom Munchausena” odnosi się do osób, które zabijają lub krzywdzą dzieci w celu zwrócenia na siebie uwagi. W latach osiemdziesiątych terminem tym określano także przypadki, w których dochodziło do nagłej śmierci noworodków.

Według Meadowa (1995)16 termin „syndrom Munchausena” został początkowo stworzony na potrzeby dziennikarzy. Używano go też w stosunku do osób dorosłych, które miały skłonności do opowiadania nieprawdopodobnych historii na swój temat, podobnie jak czynił to fikcyjny baron von Munchausen, który twierdził, że latał balonem. Obecnie terminu „syndrom Munchausena” używa się też w stosunku do rodziców, którzy zmyślają różne historie na temat chorób swoich dzieci.

Termin „syndrom Munchausena” może okazać się cenny i pomocny przy opisywaniu i dokumentowaniu przypadków umyślnego krzywdzenia dzieci przez rodziców, którzy trują lub wystawiają je na zbędną i często niebezpieczną terapię medyczną. Coraz częściej jest to dla niektórych lekarzy także sposób na kamuflowanie zauważonych przez nich prawdziwych efektów ubocznych podawanych w Wielkiej Brytanii szczepionek, w szczególności przeciwko odrze (M) odrze-śwince-różyczce (MMR) i odrze-różyczce (MR). Wiele tysięcy angielskich dzieci (według niektórych szacunków nawet piętnaście tysięcy) zaczęło wykazywać oznaki autyzmu w połączeniu z zaburzeniami jelitowymi po podaniu im w roku 1994 powyższych szczepionek.

W roku 1994 i 1995 Biuletyn of Medical Ethics (Biuletyn etyki medycznej) opublikował na ten temat dwa artykuły. W październikowym artykule z roku 1994 noszącym tytuł „Czy twoje dziecko rzeczywiście potrzebuje szczepionki przeciwko odrze?” podano, że w listopadzie 1994 roku rząd Wielkiej Brytanii chce rozpocząć akcję propagandową, której celem jest przekonanie ludzi do konieczności masowych szczepień przeciwko odrze wszystkich dzieci w wieku pięciu i sześciu lat.

Rząd twierdził, że ma to na celu zapobieżenie epidemii, która może nastąpić w roku 1995. Jej skutkiem może być pięćdziesiąt zgonów na każde dwieście tysięcy zachorowań. Według autorów artykułu od roku 1990 w Walii i Anglii zanotowano łącznie zaledwie od ośmiu do dziesięciu tysięcy przypadków zachorowań na tę chorobę. Jedyna epidemia, jaka w tym czasie wystąpiła, miała miejsce zimą na przełomie roku 1993 i 1994 w Szkocji, gdzie odnotowano pięć tysięcy przypadków zachorowań na odrę. Jednak w okresie między majem i sierpniem 1994 roku wskaźnik zachorowań na tę chorobę gwałtownie zmalał. Tak więc nie istniały w rzeczywistości żadne przesłanki, które wskazywałyby na możliwość wybuchu epidemii.

W dziewięciostronicowym artykule pochodzącym z sierpnia 1994 roku można było między innymi przeczytać, że 14 września 1992 roku Ministerstwo Zdrowia pośpiesznie wycofało z użycia dwa rodzaje szczepionek przeciwko MMR (odra-świnka-różyczka). Stało się to po przedostaniu się do prasy przecieku mówiącego, że po podaniu tych szczepionek wzrasta ryzyko zachorowania na zapalenie opon mózgowych. Obie szczepionki zawierały szkodliwe szczepy Urabe, które jak się okazało, powodowały w jednym na tysiąc czterdzieści cztery przypadki szczepień zachorowanie na zapalenie opon mózgowych (Yawata, 1994)17.

Bazując na epidemiologicznym domniemaniu, że w roku 1995 może wybuchnąć epidemia odry, do której w rzeczywistości nie doszło, rząd Wielkiej Brytanii próbował przeprowadzić podobną akcję ze szczepionką przeciwko różyczce. Owa akcja masowych szczepień miała być eksperymentalną alternatywą dla dwuetapowego programu szczepień przeciwko odrze-śwince-różyczce. Rząd Wielkiej Brytanii umyślnie wprowadził w błąd rodziców w sprawie konieczności szczepień i ryzyka związanego z odrą i szczepionką przeciwko niej. Ministerstwo Zdrowia Wielkiej Brytanii złamało prawo Unii Europejskiej, które dokładnie określa sposoby zawierania kontraktów i gwarantowania określonym firmom farmaceutycznym możliwości prowadzenia kampanii związanych z masowym szczepieniem ludności. Gdyby akcja szczepień, jaką chciał przeprowadzić rząd Wielkiej Brytanii udała się, firmy farmaceutyczne mogłyby mówić o wielkim szczęściu. Stałoby się tak dlatego, że właśnie kończył się termin ważności wyprodukowanych w roku 1992 szczepionek przeciwko odrze i różyczce, na które nie było praktycznie zapotrzebowania.

Skutek akcji masowych szczepień był znikomy. I tak w roku 1995 w Anglii i Walii wystąpił dwukrotny wzrost zachorowań na różyczkę w stosunku do tego samego okresu z roku 1994 – 412 przypadków zachorowań w porównaniu do 217. Zanotowano również sześć przypadków zachorowań na różyczkę kobiet ciężarnych. Dane wskazywały, że w pierwszym kwartale roku 1995 odnotowano większą liczbę przypadków (11) w stosunku do pierwszego kwartału roku 1994 (9). Poza tym lekarze pracujący w szkołach informowali o ustaniu rozprzestrzeniania się odry wśród dzieci. Higson (1995)18 opisał przypadek dwóch przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia Wielkiej Brytanii, którzy próbowali potwierdzić sukces masowej akcji szczepień przeciwko odrze i różyczce za pomocą fałszywych danych, które w ogóle nie odzwierciedlały rocznych raportów zawierających dane dotyczące przypadków zakażeń odrą. Stwierdził, że dane zebrane na ten temat przez Ministerstwo Zdrowia nie uzasadniają konieczności wyasygnowania aż tak wielkich kwot pieniędzy na prowadzenie tak drogiej akcji. Rząd Wielkiej Brytanii wydał około dwudziestu milionów funtów na szczepionki przeciwko odrze i różyczce, które miały stracić wkrótce ważność.

Obecnie część z tysiąca pięciuset rodziców uczestniczy w zajęciach, których celem jest nauczenie ich, jak rodzić sobie z kłopotami, z jakimi borykają się ich dzieci (często są to dzieci autystyczne, które mają także problemy z jelitami).

Wakefield i jego współpracownicy opublikowali w roku 1998 w prestiżowym magazynie medycznym Lancet artykuł, w którym opisali przypadki kilkunastu dzieci, u których wystąpiły po upływie od jednego do czternastu dni od chwili podania im szczepionek przeciwko M, MMR i MR objawy przewlekłego zapalenia jelita cienkiego i okrężnicy.19 Przedstawili w nim również swoją teorię na temat przyczyn zapadania dzieci na autyzm. Twierdzą oni, że autyzm jest spowodowany „nadmiarem opioidu”. Ich zdaniem jest to rezultat niepełnego rozkładania się i nadmiernego wchłaniania peptydów jelitowych pochodzących z takich produktów spożywczych jak jęczmień, ryż, owies i kazeina znajdująca się we wszystkich produktach pochodzenia mlecznego będącego rezultatem uszkodzenia jelit przez szczepionki. Peptydy te mogą wywoływać efekty opioidowe bezpośrednio lub poprzez tworzenie ligandów z enzymami peptydowymi niezbędnymi do rozkładania endogennych opioidów znajdujących się w centralnym układzie nerwowym, prowadząc do rozregulowania prawidłowo działającego systemu neuroregulacji oraz zaburzeń rozwoju mózgu.

W ostatnim czasie wielu brytyjskich rodziców zwracało się do mnie ze skargami, że ich dzieci zaczęły po otrzymaniu szczepionek zachowywać się inaczej oraz przejawiać podobne jak opisane powyżej problemy z jelitami. Lekarze, do których zwracali się z tymi problemami, mówili im, że te objawy, które opisują, po prostu sobie wymyślili, albo sami je spowodowali, aby zwrócić na siebie uwagę. Używali przy tym określenia „syndrom Munchausena”. To zachowanie lekarzy przysparzało rodzicom jedynie cierpienia oraz wielu problemów rodzinnych, w niczym nie pomagając ofiarom szczepień. Ich opowieści były wręcz przerażające.

EDUKACJA W SPRAWIE ZAGROŻEŃ WYWOŁYWANYCH PRZEZ SZCZEPIONKI


Podsumowując należy stwierdzić, że szkody wywoływane przez szczepienia stale rosną. Nie dość, że nie polepszają one zdrowia dzieci i innych pacjentów, to jeszcze wywołują u nich poważne kłopoty zdrowotne oraz stwarzają wiele problemów dla ich rodzin, czyniąc z nich ofiary ofiar.

Rodzice małych dzieci, które czeka seria szczepień, sami powinni ocenić, czy warto je szczepić i narażać na poważne kłopoty zdrowotne. Powinni poznać prawdziwe niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą ta nienaukowa, bezużyteczna i szkodliwa procedura medyczna. Bez względu na ilość szczepionek, do których przyjęcia namawia się ludzi, szczepienia nie są w Australii obowiązkowe (chociaż liberalny minister zdrowia zapowiedział, że zamierza to zmienić w najbliższej przyszłości, co zabrzmiało mi wręcz jak groźba) i rodzice nie muszą poddawać im swoich dzieci. Rodzice, którzy ulegli tej politycznej propagandzie, mogą doświadczyć na sobie w pewnym momencie gorzkiej prawdy – mogą zostać oskarżeni o spowodowanie obrażeń u swojego dziecka, których rzeczywistą przyczyną jest szczepionka.

Stale namawiam lekarzy, aby kierując się swoim doświadczeniem obserwowali i starali się ustalić, czy dana choroba nie została wywołana przez szczepionkę. Powinni uważnie słuchać, kiedy ich pacjenci, a zwłaszcza rodzice małych dzieci mówią o efektach ubocznych szczepień.

Niezdolność do uważnego słuchania i obserwowania pacjentów może przyczynić się do wzrostu liczby lekarzy, którzy zamiast leczyć będą szkodzić, zamiast pomagać w rozwiązaniu problemu będą oskarżać i w końcu zatajać – nieważne czy będą to robić umyślnie, czy nie, co zdarza się coraz częściej – przyczyny powstania choroby z powodu swojej niekompetencji i niewiedzy. Zapewne „bumerang Munchausena” byłby dobrym terminem na określenie tych członków medycznej profesji, którzy mnożą ofiary swoich szkodliwych zabiegów, zwłaszcza szczepień.

Chciałabym przypomnieć wszystkim, którzy nadal sądzą, że korzyści płynące ze szczepień znacznie przewyższają wywoływane przez nie szkody, że choroby zakaźne, przeciwko którym szczepimy nasze dzieci, są im potrzebne, aby ich system immunologiczny mógł dojrzeć. Przejście przez tego rodzaju choroby jest dla systemu immunologicznego małego dziecka przełomowym wydarzeniem. Zachorowanie na odrę powoduje w rezultacie powstanie ciał odpornościowych nie tylko na tę chorobę, ale powstanie nieswoistej odporności na inne, o wiele poważniejsze choroby, takie jak choroba zwyrodnieniowa kości i chrząstek stawowych, niektóre rodzaje guzów, choroby skóry oraz choroby atakujące system immunologiczny (Ronne, 1985)20. Przebycie świnki pozostawia z kolei w systemie immunologicznym przeciwciała przeciwko rakowi jajników (West, 1966)21. Tak więc nie ma potrzeby chronienia dzieci przed zachorowaniem na choroby zakaźne.

Co więcej, prowadzone jakiś czas temu badania nad systemem immunologicznym dowiodły, że szczepionki wcale nie zwiększają odporności, a jedynie wyczulają organizm – zwiększają jego podatność na zapadnięcie na daną chorobę (Craighead, 1975)22. Jak wiadomo, istnieją zaszczepione dzieci, które cierpią na chroniczne dolegliwości chorobowe, takie jak astma czy ciągła infekcja ucha środkowego, które są jednymi z wielu efektów ubocznych stosowania szczepionek; dzieci, które wykazują objawy uboczne takich chorób, jak zapalenie płuc czy atypowa odra, których wystąpienie kończy się w 12 do 15 procentach przypadków zgonami; czy wreszcie dzieci, które mogą mieć poważne problemy ze zwalczeniem tak pospolitej i nieszkodliwej choroby jak ospa wietrzna. Jest to skutek osłabienia ich systemu immunologicznego przez szczepionki.

Kończąc, proszę wszystkich rodziców, aby zadali sobie kilka pytań. Czy zauważyliście, jak usilnie promuje się szczepienia, używając do tego gróźb, przymusu, różnego rodzaju oskarżeń oraz kar pieniężnych? Czy przytrafiło się wam coś podobnego w przypadku innego produktu? Czy nie bylibyście podejrzliwi i nie pytali, czy z produktem, który usilnie narzuca się konsumentom, jest wszystko w porządku? Dlaczego tak wielu dobrze poinformowanych rodziców, w tym również lekarzy, odmawia poddania swoich dzieci szczepieniom? Czy nie powinniście być podejrzliwi w stosunku do całego systemu medycznego, który tak bardzo na was naciska? Systemu, który nie chce wziąć odpowiedzialności za spowodowanie obrażeń, jakie mogą wystąpić po podaniu szczepionki, i który bezprawnie stara się pozbawić was waszego konstytucyjnego, demokratycznego i legalnego prawa do kontroli zdrowia zarówno waszego własnego, jak i waszych dzieci?